Gdy wszystko jest dobrze, a w środku pojawia się nuda
Była taka osoba, nazwijmy ją roboczo A.
Nie dlatego, że była anonimowa.
Po prostu sama jeszcze nie wiedziała, jak się nazywa teraz.
Z zewnątrz – wszystko grało.
Życie poukładane. Relacje w miarę. Ciało współpracowało. Świat nie stawiał oporu.
A jednak w środku… coś cicho skrzypiało.
Nie ból.
Nie dramat.
Raczej nuda, która nie pasowała do „idealnych warunków”.
Uczucie pustki mimo spełnionego życia
Umysł A. był ambitny. Lubił sens, znaczenie, reakcje innych ludzi.
Chciał tworzyć, nadawać, wypełniać przestrzeń myślą, działaniem, interpretacją.
Chciał, żeby coś się działo.
Żeby było po co.
I właśnie dlatego ta cisza była taka nieznośna.
Bo gdy wszystko, co „powinno” działać – działa,
a w środku nie pojawia się fajerwerk spełnienia,
umysł zaczyna się wiercić jak dziecko w zbyt cichym pokoju.
Dlaczego umysł nie znosi ciszy?
„Może robię za mało?”
„Może to jeszcze nie to?”
„Może coś przegapiam?”
A tymczasem…
to nie było nic.
Pustka jako przestrzeń potencjału
To była pauza.
Coś jak moment, gdy morze na sekundę się cofa, zanim przyjdzie kolejna fala.
Stare historie właśnie odpadały.
Stare powody do działania traciły smak.
A nowe… jeszcze nie chciały się pokazać.
Dusza A. – o ile można tak to nazwać – wcale się nie spieszyła.
Nie chciała kolejnego projektu.
Nie chciała uzasadnienia.
Nie chciała braw.
Zapraszała tylko do jednego:
usiądź tu chwilę i nic nie rób.
Od działania do bycia
I to było najtrudniejsze.
Bo umysł bardzo chce coś zrobić z pustką.
Nazwać ją. Naprawić. Zapełnić.
Nadać jej znaczenie.
A ona była po prostu… przestrzenią.
Nie karą.
Nie brakiem.
Nie sygnałem, że coś jest nie tak.
Kiedy nie trzeba już nic osiągać
Raczej zaproszeniem do wyjścia poza stary nawyk szukania spełnienia w ruchu.
Do uświadomienia sobie, że nie trzeba już niczego osiągać, żeby być kompletnym.
Cisza jako etap wewnętrznej zmiany
W tej ciszy A. zaczęła oddychać wolniej.
Bez planu. Bez celu. Bez etykiety.
I wydarzyło się coś dziwnego.
Spokój przestał być nudny.
A pustka przestała być pusta.
Nie pojawiła się od razu wielka inspiracja.
Nie spadło objawienie z nieba.
Ale przyszło coś innego – zgoda.
Głębszy spokój zamiast ciągłego spełnienia
Taka cicha pewność, że wszystko jest dokładnie tam, gdzie powinno.
Nawet jeśli umysł jeszcze tego nie rozumie.
I może właśnie to jest ten moment mistrzostwa, o którym nikt nie robi wykładów:
umiejętność bycia dobrze…
nawet wtedy, gdy nie ma powodu, żeby czuć się „spełnionym”.
Największy akt twórczy
Bo czasem największym aktem twórczym
nie jest stworzenie czegoś nowego,
tylko pozwolenie sobie na bycie – bez poprawiania rzeczywistości.
A reszta?
Przychodzi sama.
Zawsze.
#samorealizacja #rozwojosobisty #świadomość #wewnętrznaspokój



